Taki oto prezent dostałam od mojej koleżanki Magdy - jej własne dzieło, lampa z rur metalowych. Magda robi lampy ze wszystkiego, co wpadnie jej w ręce. I nie tylko lampy! Jeśli wydębię od niej zdjęcia jej prac, pokażę je tutaj.
niedziela, 27 grudnia 2015
sobota, 26 grudnia 2015
Coś specjalnego - bombka ze skóry
To bombka dla mojej koleżanki Magdy - jej choinka jest czarno-biała (drzewko chyba zielone, ale głowy za to nie dam!) ;)
Od Magdy dostałam cudowny prezent! Pochwalę się nim po powrocie do domu :)
Były sobie bombki III
A tu mały (bo tylko na dwie bombki) powrót do serii "koszulowej" z ubiegłego roku:
I jeszcze coś w naturalnych kolorach:
Wygląda jak sznurek, prawda? A tymczasem to gruba włóczka - taka, z której można robić szaliki na rękach.
Były sobie bombki
W tym roku bombkowanie polegało u mnie głównie na podziwianiu produkcji Kasi z Krainy Peoni ;) Sama zrobiłam niewiele, ale na szczęście tyle, że mogłam obdarować ulubione koleżanki. Bombeczki były takie:
koronki na satynie
Kolejne - w następnym poście.
piątek, 4 grudnia 2015
Zlikwidować Pinterest!
Tak! Zamknąć, zlikwidować, zablokować!
Ostatnie wieczory, zamiast zająć się twórczą pracą, spędziłam oglądając tam zdjęcia! Jakimś cudem zaczęłam od bombek, a skończyłam (kłamię, jestem w trakcie ;) ) na chainmaille. Chyba za dużo technik już wypróbowałam, bo chciałabym każdą z nich rozwinąć i gdy trafię na ciekawe zdjęcie... a potem kolejne... i kolejne... I nagle jest północ, a rozpoczęte robótki czekają...
Tymczasem pokażę dwie bransoletki ze zbiorczego zdjęcia w poprzednim poście:
Prosty wzór, a efekt, nieskromnie powiem, przynajmniej zadowalający ;) Wymyśliłam to sama, ale pewnie przede mną zrobiły to setki koralikomaniaczek, więc jeśli popełniłam plagiat, to nieświadomie. Jeśli korzystam z czyjegoś wzoru lub inspiruję się czyjąś pracą, zawsze podaję źródło.
Poniżej to samo, tylko o jeden rząd kryształków więcej:
Obydwie bransoletki w jednym z moich ulubionych zestawień kolorystycznych - czarny + silver-lined crystal.
wtorek, 1 grudnia 2015
Tyle czasu minęło...
... od ostatniego wpisu. Przegapiłam nawet pierwsze urodziny bloga :( A wszystko przez zmiany w mojej pracy - nowa siedziba (wielbiciel Meluni, zobaczywszy zdjęcie, zapytał, czy budujemy tam promy kosmiczne) i nowe zasady (instrukcje i jeszcze raz instrukcje) tłumią moją wenę :( Korporacyjne klimaty nie dla mnie... Kasia z Krainy Peoni próbuje mnie mobilizować, ale efekty (póki co) mizerne. Niby powinnam starać się zrównoważyć wpływ korporacji (oj, jak to poważnie zabrzmiało!), ale po ośmiu lub więcej godzinach spędzonych przy mikroskopie i lupie (czyli promów kosmicznych nie buduję ;) ) na precyzyjne dłubanie w domu siły i oczu nie starcza :(
Na szczęście teraz spędzam kilka dni w moim rodzinnym domu i wena jakby wracała :) Uwielbiam moje rodzinne miasto - kierowcy zatrzymują się, żeby przepuścić pieszych na pasach, odwiedzanie sąsiadów jest normalne (jeśli się ma sąsiadów wartych odwiedzania), na ulicy prawie zawsze spotka się kogoś znajomego, a jeśli nie, to można zajrzeć do sklepu, w którym pracuje koleżanka z podstawówki :) Zaczęłam nawet robić bombki! Ale zanim je pokażę, podzielę się wcześniejszymi pracami. Dziś mała zapowiedź - jak widać, plecionki różne :)
A! Zapomniałabym! W tzw. międzyczasie wzięłam udział w Konkursie Plastyki Obrzędowej w Rudnikach i w swojej kategorii zajęłam I miejsce. Dumna jestem strasznie ;) A ile miłych słów usłyszałam, kiedy zadzwoniłam z pytaniem o wyniki!!! Moje pisanki kurpiowskie na wystawie pokonkursowej prezentowały się tak:
Zdjęcie pochodzi ze strony, do której link zamieściłam powyżej.
poniedziałek, 6 lipca 2015
Kwitną sobie
Oto kolejny powód do dumy mojej siostry - kwitnące w ogrodzie jukki. Mamy takie trzy.
A dla fanów Meluni (ma ich przynajmniej dwoje ;) ) odpowiedź na pytanie, dlaczego pojawia się tu tak rzadko:
"Żadnych zdjęć!"
piątek, 3 lipca 2015
Kopciuszek jest królewną
Co roku o tej porze spędzam trochę czasu w moim rodzinnym domu. Moja siostra, licząc na moją odpowiedzialność ;), zostawia mi pod opieką ogród (w tym różnego rodzaju hodowane przez nią mutanty). Jakiś czas temu w ogrodzie pojawiło się coś, co wyglądało jak kolejny chwast, ale moja siostra, wiedziona szóstym zmysłem ogrodnika, pozwoliła mu rosnąć. Dziś objawiła się królewna w pełnej krasie:
Nie wiadomo, skąd do nas przyszła, ale już zostanie :)
środa, 17 czerwca 2015
Turecka modelka
Ponieważ Melunia odmówiła pozowania w tureckim naszyjniku (nie do twarzy jej w różowym), musiałam znaleźć inną modelkę. Oto ona:
Uśmiech, proszę:
Proszę nieco odchylić głowę:
I jeszcze zbliżenie:
Sesja zdjęciowa wykonana, niestety, aparatem w telefonie :(
A żeby Meluni nie było przykro, oto jej zdjęcie jako miłośniczki laptopów:
Tym razem była to profesjonalna sesja przed lustrzanką. Autorem zdjęcia jest mój siostrzeniec, któremu tejże lustrzanki niezmiennie zazdroszczę ;)
środa, 27 maja 2015
Turecki szał
Jakiś czas temu wpadłam w turecki szał - z dziką namiętnością produkowałam sznury tureckie :) Im bardziej błyszczące (koraliki fire polish), tym lepiej ;)
Z tym zdjęciem chyba zrobię sobie koszulkę ;) Albo plakat do powieszenia nad biurkiem.
A poniżej kilka ciekawszych (moim zdaniem) zestawień kolorystycznych:
środa, 1 kwietnia 2015
I jak tu pracować...
... w takich warunkach:
Sitowie jest takie mięciutkie i wygodne, a że ma służyć do oklejania pisanek, to szczegół ;)
Jakoś jednak udało mi się stworzyć pół kopy jaj:
A tak prezentują się w stroikach wykonanych przez moją koleżankę Kasię (tą samą, z którą zbierałam sitowie):
Jeśli ktoś jeszcze nie wie - to są pisanki kurpiowskie ;)
piątek, 20 marca 2015
sobota, 7 marca 2015
Artystka zapracowana
Ta zapracowana artystka to, oczywiście, ja ;) Zaniedbałam bloga straszliwie - ostatnio przez worek sitowia, który miałam dzięki Kasi - również miłośniczce wszelkiego rękodzieła, rozumiejącej moją potrzebę wyjazdu do lasu w zimie. Kasia jest osobą pełną energii, którą zaraża wszystkich dookoła, w tym mnie. Razem z nią i jej córką Wiktorią zebrałyśmy sitowia wór. Niestety, rdzeń z sitowia sam wydłubać się nie chciał...
W dłubaniu jak zwykle miałam pomocnicę:
Melunia siedziała w worku jak w gnieździe i zatrzymywała łapką każde źdźbło, które chciałam wyciągnąć. Jeśli udało mi się po cichu zacząć pracę bez niej, natychmiast budziła się i wielkim susem rzucała się na worek z pełnym wyrzutu miauknięciem, oznaczającym chyba: "To moje!" :)
Jakimś cudem udało mi się jednak uzyskać trochę surowca:
Do czego mi to? Do pisanek kurpiowskich - takich oto:
Te na zdjęciu zrobiłam rok temu. Pięć najładniejszych pojechało do Muzeum Lubuskiego w Gorzowie Wlkp. na konkurs pisanek. Pochwalę się - zajęłam II miejsce w kategorii technik mieszanych :) To ważny konkurs dla twórców pisanek ludowych - oceniana jest zgodność wzorów i wykonania z tradycją.
Skoro już się chwalę, to powiem jeszcze, że moje pisanki (te kurpiowskie i łowickie wycinankowe) pokazuję co roku na wystawie wielkanocnej w Muzeum Etnograficznym we Wrocławiu. W tym roku, niestety, wystawa nie odbędzie się, ponieważ w Muzeum trwa remont. Będę za to na kiermaszu wielkanocnym w Muzeum Wsi Opolskiej, co też jest powodem do dumy, bo w kiermaszu biorą udział tylko rękodzielnicy (żadnej chińszczyzny tam nie ma) i artyści ludowi. Do artystki ludowej jeszcze mi daleko, na razie pozostaję artystką zapracowaną - wracam do oklejania wydmuszek :)
sobota, 31 stycznia 2015
Noworocznie, ale starsza praca ;)
Od początku roku nie leniuchuję, ale nowe rzeczy czekają na wykończenie, więc pokażę dziś starszą pracę:
Zrobiłam ten komplet na konkurs w Kuferku z koralikami. Kolczyki to moje pierwsze kulki oplatane koralikami - dziś zamiast w paski zrobiłabym je tak, jak te tutaj. Połączenie bieli z silver-lined rosaline i szklanym kaboszonem "kocie oko" uważam za udane ;)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)






