Ta zapracowana artystka to, oczywiście, ja ;) Zaniedbałam bloga straszliwie - ostatnio przez worek sitowia, który miałam dzięki Kasi - również miłośniczce wszelkiego rękodzieła, rozumiejącej moją potrzebę wyjazdu do lasu w zimie. Kasia jest osobą pełną energii, którą zaraża wszystkich dookoła, w tym mnie. Razem z nią i jej córką Wiktorią zebrałyśmy sitowia wór. Niestety, rdzeń z sitowia sam wydłubać się nie chciał...
W dłubaniu jak zwykle miałam pomocnicę:
Melunia siedziała w worku jak w gnieździe i zatrzymywała łapką każde źdźbło, które chciałam wyciągnąć. Jeśli udało mi się po cichu zacząć pracę bez niej, natychmiast budziła się i wielkim susem rzucała się na worek z pełnym wyrzutu miauknięciem, oznaczającym chyba: "To moje!" :)
Jakimś cudem udało mi się jednak uzyskać trochę surowca:
Do czego mi to? Do pisanek kurpiowskich - takich oto:
Te na zdjęciu zrobiłam rok temu. Pięć najładniejszych pojechało do Muzeum Lubuskiego w Gorzowie Wlkp. na konkurs pisanek. Pochwalę się - zajęłam II miejsce w kategorii technik mieszanych :) To ważny konkurs dla twórców pisanek ludowych - oceniana jest zgodność wzorów i wykonania z tradycją.
Skoro już się chwalę, to powiem jeszcze, że moje pisanki (te kurpiowskie i łowickie wycinankowe) pokazuję co roku na wystawie wielkanocnej w Muzeum Etnograficznym we Wrocławiu. W tym roku, niestety, wystawa nie odbędzie się, ponieważ w Muzeum trwa remont. Będę za to na kiermaszu wielkanocnym w Muzeum Wsi Opolskiej, co też jest powodem do dumy, bo w kiermaszu biorą udział tylko rękodzielnicy (żadnej chińszczyzny tam nie ma) i artyści ludowi. Do artystki ludowej jeszcze mi daleko, na razie pozostaję artystką zapracowaną - wracam do oklejania wydmuszek :)
Naucz swoją Meluzynkę nieco aktywniejszej pomocy. Mogłaby np. znosić do domu surowce na Twoje wyroby... :)
OdpowiedzUsuń