Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ludowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ludowe. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 7 marca 2016

Struś na wystawie

   Tak prezentują się moje pisanki kurpiowskie na wystawie w Muzeum Etnograficznym we Wrocławiu:



   Raz jeszcze serdecznie zapraszam :)


sobota, 5 marca 2016

Struś łowicki

  Tegoroczny kurpiowski struś nie był pierwszym strusiem w mojej pisankarskiej karierze ;) Dwa lata temu (również na wystawę w Muzeum Etnograficznym) stworzyłam strusia łowickiego:



   Wiem, zdjęcia fatalnej jakości, robione w warunkach kuchennych, wieczorem, ale czyż kogut nie jest piękny mimo to? ;)

   A tu więcej pisanek łowickich:


   Kiedyś usłyszałam, że "to tylko wycinanki". Zaproponowałam osobie, która tak powiedziała, żeby sama zrobiła taką pisankę. Nie doczekałam się ;)



Kurpiowski struś

   Od kilku lat mam przyjemność i zaszczyt prezentować moje pisanki na Wystawie Wielkanocnej w Muzeum Etnograficznym we Wrocławiu. W tym roku zamarzył mi się kurpiowski struś - wydmuszka strusia oklejana sitowiem. Pracy miałam z nim dużo, ale oto jest:



Na zdjęciu struś w towarzystwie wydmuszki kurzej, które to towarzystwo podkreśla zarówno wielkość strusia, jak i (mam nadzieję) "ogrom" wykonanej przeze mnie pracy ;) Wydmuszka strusia, wbrew pozorom, nie jest łatwiejsza do oklejania niż kurza czy gęsia. Daje, oczywiście, więcej możliwości, jeśli chodzi o wzory, ale trudno ją podczas oklejania podtrzymywać tak, żeby nie zgnieść sitowia już naklejonego. Samego strusia nie zgniotłabym, nawet gdybym na nim usiadła ;)

   A tutaj wszystkie moje pisanki kurpiowskie, które powędrowały na wystawę:




   Wystawa potrwa do 18 marca, a 19 marca odbędzie się kiermasz, na którym będzie można zakupić pisanki z wystawy i wiele, wiele innych. Zapraszam :)



wtorek, 1 grudnia 2015

Tyle czasu minęło...

... od ostatniego wpisu. Przegapiłam nawet pierwsze urodziny bloga :( A wszystko przez zmiany w mojej pracy - nowa siedziba (wielbiciel Meluni, zobaczywszy zdjęcie, zapytał, czy budujemy tam promy kosmiczne) i nowe zasady (instrukcje i jeszcze raz instrukcje) tłumią moją wenę :( Korporacyjne klimaty nie dla mnie... Kasia z Krainy Peoni próbuje mnie mobilizować, ale efekty (póki co) mizerne. Niby powinnam starać się zrównoważyć wpływ korporacji (oj, jak to poważnie zabrzmiało!), ale po ośmiu lub więcej godzinach spędzonych przy mikroskopie i lupie (czyli promów kosmicznych nie buduję ;) ) na precyzyjne dłubanie w domu siły i oczu nie starcza :(
   Na szczęście teraz spędzam kilka dni w moim rodzinnym domu i wena jakby wracała :) Uwielbiam moje rodzinne miasto - kierowcy zatrzymują się, żeby przepuścić pieszych na pasach, odwiedzanie sąsiadów jest normalne (jeśli się ma sąsiadów wartych odwiedzania), na ulicy prawie zawsze spotka się kogoś znajomego, a jeśli nie, to można zajrzeć do sklepu, w którym pracuje koleżanka z podstawówki :) Zaczęłam nawet robić bombki! Ale zanim je pokażę, podzielę się wcześniejszymi pracami. Dziś mała zapowiedź - jak widać, plecionki różne :)



A! Zapomniałabym! W tzw. międzyczasie wzięłam udział w Konkursie Plastyki Obrzędowej w Rudnikach i w swojej kategorii zajęłam I miejsce. Dumna jestem strasznie ;) A ile miłych słów usłyszałam, kiedy zadzwoniłam z pytaniem o wyniki!!! Moje pisanki kurpiowskie na wystawie pokonkursowej prezentowały się tak:



Zdjęcie pochodzi ze strony, do której link zamieściłam powyżej.


środa, 1 kwietnia 2015

I jak tu pracować...

... w takich warunkach:


Sitowie jest takie mięciutkie i wygodne, a że ma służyć do oklejania pisanek, to szczegół ;)

Jakoś jednak udało mi się stworzyć pół kopy jaj:


A tak prezentują się w stroikach wykonanych przez moją koleżankę Kasię (tą samą, z którą zbierałam sitowie):



Jeśli ktoś jeszcze nie wie - to są pisanki kurpiowskie ;)


sobota, 7 marca 2015

Artystka zapracowana

Ta zapracowana artystka to, oczywiście, ja ;) Zaniedbałam bloga straszliwie - ostatnio przez worek sitowia, który miałam dzięki Kasi - również miłośniczce wszelkiego rękodzieła, rozumiejącej moją potrzebę wyjazdu do lasu w zimie. Kasia jest osobą pełną energii, którą zaraża wszystkich dookoła, w tym mnie. Razem z nią i jej córką Wiktorią zebrałyśmy sitowia wór. Niestety, rdzeń z sitowia sam wydłubać się nie chciał...
W dłubaniu jak zwykle miałam pomocnicę:


Melunia siedziała w worku jak w gnieździe i zatrzymywała łapką każde źdźbło, które chciałam wyciągnąć. Jeśli udało mi się po cichu zacząć pracę bez niej, natychmiast budziła się i wielkim susem rzucała się na worek z pełnym wyrzutu miauknięciem, oznaczającym chyba: "To moje!" :)
Jakimś cudem udało mi się jednak uzyskać trochę surowca:


Do czego mi to? Do pisanek kurpiowskich - takich oto:


Te na zdjęciu zrobiłam rok temu. Pięć najładniejszych pojechało do Muzeum Lubuskiego w Gorzowie Wlkp. na konkurs pisanek. Pochwalę się - zajęłam II miejsce w kategorii technik mieszanych :) To ważny konkurs dla twórców pisanek ludowych - oceniana jest zgodność wzorów i wykonania z tradycją.
Skoro już się chwalę, to powiem jeszcze, że moje pisanki (te kurpiowskie i łowickie wycinankowe) pokazuję co roku na wystawie wielkanocnej w Muzeum Etnograficznym we Wrocławiu. W tym roku, niestety, wystawa nie odbędzie się, ponieważ w Muzeum trwa remont. Będę za to na kiermaszu wielkanocnym w Muzeum Wsi Opolskiej, co też jest powodem do dumy, bo w kiermaszu biorą udział tylko rękodzielnicy (żadnej chińszczyzny tam nie ma) i artyści ludowi. Do artystki ludowej jeszcze mi daleko, na razie pozostaję artystką zapracowaną - wracam do oklejania wydmuszek :)