... od ostatniego wpisu. Przegapiłam nawet pierwsze urodziny bloga :( A wszystko przez zmiany w mojej pracy - nowa siedziba (wielbiciel Meluni, zobaczywszy zdjęcie, zapytał, czy budujemy tam promy kosmiczne) i nowe zasady (instrukcje i jeszcze raz instrukcje) tłumią moją wenę :( Korporacyjne klimaty nie dla mnie... Kasia z Krainy Peoni próbuje mnie mobilizować, ale efekty (póki co) mizerne. Niby powinnam starać się zrównoważyć wpływ korporacji (oj, jak to poważnie zabrzmiało!), ale po ośmiu lub więcej godzinach spędzonych przy mikroskopie i lupie (czyli promów kosmicznych nie buduję ;) ) na precyzyjne dłubanie w domu siły i oczu nie starcza :(
Na szczęście teraz spędzam kilka dni w moim rodzinnym domu i wena jakby wracała :) Uwielbiam moje rodzinne miasto - kierowcy zatrzymują się, żeby przepuścić pieszych na pasach, odwiedzanie sąsiadów jest normalne (jeśli się ma sąsiadów wartych odwiedzania), na ulicy prawie zawsze spotka się kogoś znajomego, a jeśli nie, to można zajrzeć do sklepu, w którym pracuje koleżanka z podstawówki :) Zaczęłam nawet robić bombki! Ale zanim je pokażę, podzielę się wcześniejszymi pracami. Dziś mała zapowiedź - jak widać, plecionki różne :)
A! Zapomniałabym! W tzw. międzyczasie wzięłam udział w Konkursie Plastyki Obrzędowej w Rudnikach i w swojej kategorii zajęłam I miejsce. Dumna jestem strasznie ;) A ile miłych słów usłyszałam, kiedy zadzwoniłam z pytaniem o wyniki!!! Moje pisanki kurpiowskie na wystawie pokonkursowej prezentowały się tak:
Zdjęcie pochodzi ze strony, do której link zamieściłam powyżej.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz