Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kotek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kotek. Pokaż wszystkie posty

piątek, 4 marca 2016

Jak to z Melunią było...

   Czy ja już opowiadałam, skąd wzięła się Melunia? Chyba nie... I nie chodzi mi o rozmnażanie się kotów ;)
   Prawie cztery lata temu koleżanka z pracy namawiała mnie na wzięcie kota (sama ma dwa). Pokazywała dziesiątki zdjęć z różnych portali, przekonywała... Nigdy wcześniej nie miałam bliskiego kontaktu z kotami - poza dzieciństwem, kiedy próbowałam przynosić do domu znalezione koty, ale one zawsze wybierały wolność. W moim rodzinnym domu był pies - suczka Pinia, znaleziona w Sylwestra, uwielbiająca bezgranicznie moją mamę. Później miałam Hektora... Należałaby mu się osobna historia, ale teraz ma być o Meluni :)
   Kasia zachęcała nadal... Trochę na odczepnego powiedziałam, że kiedy zobaczę kota, który powinien być mój, będę to wiedziała od razu.
   I dzień czy dwa później stało się - zobaczyłam te zdjęcia:





   To był MÓJ KOT :) Zadzwoniłam od razu i umówiłam się na odbiór - nawet Kasia była zaskoczona ;) Transport zapewniła inna koleżanka z pracy, Kalina.
   Melunia w rzeczywistości była mniejsza, niż wynikałoby to ze zdjęć, zresztą nadal jest raczej małym kotem - utrzymuje wagę (w przeciwieństwie do mnie) 2,6 kg. 
   Pierwszy wieczór spędziła głównie pod szafką w kuchni, ale udawało mi się ją stamtąd wywabić pomponem na sznurku :) Przeznaczenie kuwety pojęła od razu, mimo że wcześniej nie miała z nią do czynienia.
   Drugiego wieczoru wdrapała się do mojego łóżka i tak już pozostało, chociaż teraz nie wdrapuje się, tylko wskakuje jednym susem :) Obserwacja tego, jak zwiększa się jej "zasięg" skoków, była niezapomnianym doświadczeniem.
   Teraz Melunia sypia ze mną - zaczyna od wskakiwania na mnie (szczególnie wtedy, kiedy leżę na boku) i "ugniatania" mnie, potem układa się obok mojej poduszki, najchętniej na mojej ręce :) Tylko poranny budzik ją denerwuje, tak jak mnie ;)

   

sobota, 26 grudnia 2015

A Melunia...

Czy ja już wspominałam, że w moim aparacie są tylko zdjęcia mojej radosnej twórczości i Meluni?



poniedziałek, 6 lipca 2015

Kwitną sobie

Oto kolejny powód do dumy mojej siostry - kwitnące w ogrodzie jukki. Mamy takie trzy.




A dla fanów Meluni (ma ich przynajmniej dwoje ;) ) odpowiedź na pytanie, dlaczego pojawia się tu tak rzadko:

"Żadnych zdjęć!"


środa, 17 czerwca 2015

Turecka modelka

Ponieważ Melunia odmówiła pozowania w tureckim naszyjniku (nie do twarzy jej w różowym), musiałam znaleźć inną modelkę. Oto ona:



Uśmiech, proszę:


Proszę nieco odchylić głowę:


I jeszcze zbliżenie:


Sesja zdjęciowa wykonana, niestety, aparatem w telefonie :(

A żeby Meluni nie było przykro, oto jej zdjęcie jako miłośniczki laptopów:



Tym razem była to profesjonalna sesja przed lustrzanką. Autorem zdjęcia jest mój siostrzeniec, któremu tejże lustrzanki niezmiennie zazdroszczę ;)

środa, 1 kwietnia 2015

I jak tu pracować...

... w takich warunkach:


Sitowie jest takie mięciutkie i wygodne, a że ma służyć do oklejania pisanek, to szczegół ;)

Jakoś jednak udało mi się stworzyć pół kopy jaj:


A tak prezentują się w stroikach wykonanych przez moją koleżankę Kasię (tą samą, z którą zbierałam sitowie):



Jeśli ktoś jeszcze nie wie - to są pisanki kurpiowskie ;)


sobota, 7 marca 2015

Artystka zapracowana

Ta zapracowana artystka to, oczywiście, ja ;) Zaniedbałam bloga straszliwie - ostatnio przez worek sitowia, który miałam dzięki Kasi - również miłośniczce wszelkiego rękodzieła, rozumiejącej moją potrzebę wyjazdu do lasu w zimie. Kasia jest osobą pełną energii, którą zaraża wszystkich dookoła, w tym mnie. Razem z nią i jej córką Wiktorią zebrałyśmy sitowia wór. Niestety, rdzeń z sitowia sam wydłubać się nie chciał...
W dłubaniu jak zwykle miałam pomocnicę:


Melunia siedziała w worku jak w gnieździe i zatrzymywała łapką każde źdźbło, które chciałam wyciągnąć. Jeśli udało mi się po cichu zacząć pracę bez niej, natychmiast budziła się i wielkim susem rzucała się na worek z pełnym wyrzutu miauknięciem, oznaczającym chyba: "To moje!" :)
Jakimś cudem udało mi się jednak uzyskać trochę surowca:


Do czego mi to? Do pisanek kurpiowskich - takich oto:


Te na zdjęciu zrobiłam rok temu. Pięć najładniejszych pojechało do Muzeum Lubuskiego w Gorzowie Wlkp. na konkurs pisanek. Pochwalę się - zajęłam II miejsce w kategorii technik mieszanych :) To ważny konkurs dla twórców pisanek ludowych - oceniana jest zgodność wzorów i wykonania z tradycją.
Skoro już się chwalę, to powiem jeszcze, że moje pisanki (te kurpiowskie i łowickie wycinankowe) pokazuję co roku na wystawie wielkanocnej w Muzeum Etnograficznym we Wrocławiu. W tym roku, niestety, wystawa nie odbędzie się, ponieważ w Muzeum trwa remont. Będę za to na kiermaszu wielkanocnym w Muzeum Wsi Opolskiej, co też jest powodem do dumy, bo w kiermaszu biorą udział tylko rękodzielnicy (żadnej chińszczyzny tam nie ma) i artyści ludowi. Do artystki ludowej jeszcze mi daleko, na razie pozostaję artystką zapracowaną - wracam do oklejania wydmuszek :) 


  

czwartek, 4 grudnia 2014

Księżniczka na ziarnku grochu

W moich bombkowych (i nie tylko) zmaganiach dzielnie towarzyszy mi Melunia - zwykle jako księżniczka na ziarnku grochu (czyli w pudle z materiałami):



Czasem też próbuje pomagać - podaje mi haczyki do bombek i tasiemki:



wtorek, 5 sierpnia 2014

Kot paskowy

Moja siostra powiedziała mi dziś, że mój ostatni wpis to nie wpis, tylko wpisik ;) Dlatego teraz spróbuję ją zadowolić i napiszę (i pokażę) więcej.
Mam kota... To znaczy zwierzę, a nie to, co można by pomyśleć ;) Kotek, a właściwie kotunia, jest (jak większość kotów) zwierzęciem pudełkowym, ale nie tylko. Jest też kotem paskowym. Zawsze, kiedy przyniosę do domu reklamówkę z paskami do quillingu (pociętymi w niszczarce), Melunia (zwana też Melindą lub Melisandrą, w zależności od jej nastroju) uznaje, że będzie to jej nowe miejsce do spania.



A kiedy już uda mi się ją przekonać, że paski nie powinny być pogniecione, próbuje mi pomóc je prostować.



Pasków używam zwykle tylko świątecznie:








Jeśli dotrwam tu do Świąt, pokażę więcej.
A propos cięcia pasków w niszczarce - bardzo trudno jest znaleźć niszczarkę, która cięłaby papier na paski ok. 4mm bez poszarpanych brzegów. Mi udało się znaleźć taką, która szarpie tylko jeden brzeg (drugi jest gładki). Do kółek naklejanych na styropian takie paski są nawet lepsze niż gładkie z obu stron, bo ta poszarpana strona lepiej się przykleja.